Zakładki:
yennefer_08@gazeta.pl
Blogi
Odwiedzam
|
czwartek, 19 stycznia 2012
Czy to Ty, Legolasie?
"Nikt prawie nie wie, dokąd go zaprowadzi droga, póki nie stanie u celu."
Chwila przerwy, więc sobie czytam, ku pokrzepieniu serc. Ach, czy cokolwiek wydawałoby się straszne i nieładne, gdyby tak mieć u boku przystojnego księcia z Mrocznej Puszczy, potomka królewskiej linii Sindarów? Nic a nic.
Dobrze mieć wyobraźnię. I dobrze mieć - przyjaciół. Niekoniecznie wśród elfów ; ].
Kubuś.
Przerwa w pracy. Piję kawę. Nagle podbiega do mnie Jim i wyciąga rączkę. "Proszę Kate. To do kawy" uśmiecha się łobuzersko. W jego dłoni dostrzegam małe ciasteczka. Ciasteczka zrobione z plasteliny. Wyciskam mu na policzku soczystego buziaka i dziękuję. "Kubuś, odtąd każdą kawę będę piła w towarzystwie Twoich ciasteczek". Mam nadzieję, że przetrwają całe lata...
Jim, Jimmy, Jacob, a ja wołam na niego tak ładniej - bo Kubuś.
A w college'u wreszcie wyrobiłam sobie student id card, bo od listopada brakło mi czasu. Zawsze wbiegałam na zajęcia w ostatniej chwili. A dziś miałam kwadrans w zapasie, to poszłam do sekretariatu i finally done...Najbardziej cieszy mnie fakt, że wreszcie będę mogła korzystać z biblioteki, co bez karty było niemożliwe.
Lubię te zajęcia. I tych ludzi. Zwłaszcza Abdullaha. Ma kakaowy odcień skóry, błyszczące brązowe oczy, pełne uśmiechu i wspaniałe, śnieżnobiałe zęby. Lubię siadywać koło niego na zajęciach. Jest bardzo wesoły, więc w każdej wolnej chwili żartujemy i śmiejemy się w głos...
A prozaicznie - znów zalałam telefon. Tym razem herbatą. Ale szczęściem - przeżył. Chyba tylko dzięki mojej błyskawicznej interwencji. Już sama nie wiem, czy to złośliwość rzeczy martwych, czy moje...co? Roztargnienie?
Boję się cokolwiek jutra. Odrobinę. Gdyby tak można było spakować jakąś przyjazną duszę, upchnąć do kieszeni, albo pod serce. Zabrać ze sobą. A tymczasem - trzeba będzie samemu.
I - jakże łatwo powiedzieć - co ma być, to będzie. A przecież - chciałoby się, żeby było jak najlepiej. Zawsze.
środa, 18 stycznia 2012
Co słychać?
Wieczory bywają takie miłe. Ciepło. Błogo. Spokojnie. Pooglądałam. A teraz zwinęłam się w kłębek, piszę, czytam, słucham. Przed chwilą dzwonił Goran. Jeszcze wcześniej znajomy. Co u Ciebie? Uśmiecham się. U mnie - to co zawsze. Życie.
Odległość, która dzieli rozlewa się wzburzonym, chłodnym, błękitnym oceanem. Podpełza pod okno. Burzy spokój. Powoduje, że zwijam dłonie w pięść.
W sercu, w myślach - zawsze jest. Ale ciało, ciało się buntuje. Jest rozedrgane w pragnieniu. Pragnieniu, którego sama nie ugłaskam...
Mam drobne kłopoty ze zdrowiem i w czwartek - czeka mnie badanie. Nie będzie mnie w pracy. Czym bardzo zmartwiłam mojego ukochanego, jasnowłosego, pucołowatego wybranka. "Kate, wiesz, mój wujek jest lekarzem. Poproszę go i on Cię na pewno wyleczy". Niebieskie oczy uśmiechają się z ufnością. Nie wiem, dlaczego tak bardzo mnie polubił. Przylgnął do mnie od pierwszego dnia mojego pobytu w pracy. Jest jedynym mężczyzną (cóż z tego, że jeszcze niewielkim), o którym wiem, że kocha mnie miłością szczerą i ufną. Zupełnie za nic. Bo z pewnością nie za polskie raczki i krówki, które uwielbia i którymi czasami go częstuję. Ach, gdybyż tak miał te 30 parę lat...Kochalibyśmy się długo i szczęśliwie. A może nie. Może tylko dzieci i psy potrafią kochać tak gorąco, szczerze i bezinteresownie...
Chcę cię blisko mieć idąc w świat/Chcę, byś widzieć mógł to co ja/W zakątków wszystkich ziem odgłosy wsłuchać się/Swym sercem i duszą, sercem i duszą...
Dobrej nocy.
wtorek, 17 stycznia 2012
Home alone.
I już w domu. Na dodatek - zupełnie sama. Małe przyplączą się za jakieś 30 minut. Uwielbiam być sama w domu. Może dlatego, że taka sytuacja zdarza się niezwykle rzadko. Włączam cichutko muzykę, bywa, że zapalam świeczki, spaceruję po mieszkaniu, dotykam grzbietów książek. Czytam. A czasem podkręcam głośność i tańczę, albo podśpiewuję. I nikt nie chce, żeby mu zaostrzyć kredkę, nikt nie podsuwa trudnego zadania z matematyki do rozwiązania, nikt nie krzyczy - że w lodówce nic nie ma (a jest!), nikt nie goni się po mieszkaniu i nie skacze po kanapach z koleżankami, nie dudni telewizor, nie dudni ACDC czy tam Metallica, nikt nie rozsypuje Lego po wszystkich pomieszczeniach, nikt nie marudzi, że zaraz, natychmiast trzeba mu wyprać czarne dżinsy...Tak błogo pobyć samemu ze sobą. Marzy mi się czasem pobyt na bezludnej wyspie.
Wyjechałabym. Ale tylko na tydzień, najwyżej dwa. Po takim czasie - zatęskniłabym z pewnością
Idę na herbatę. Z malinowym sokiem : ].
Amelia.
"Amelii wolno żyć marzeniami i zamykać się w sobie. Każdy ma niezbywalne prawo do zmarnowania sobie życia".
Uśmiecham się. Chyba sobie zrobię dziś filmowy wieczór. Dobra herbata, krakersy i ulubiony koc. I może właśnie Amelia albo Co gryzie Gilberta Grape'a. Drobne przyjemności. Znakomite antidotum na wszelkie kłopoty małe i duże.
Dobry plan.
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Dobranoc.
I chciałam cokolwiek. Ale dzień był tak okrutnie zabiegany, że nie mam już siły na nic innego, prócz snu.
Jeszcze tylko jeden wiersz Haliny i zasnę.
żyje się tylko chwilę/a czas -/jest przezroczystą perłą/wypełnioną oddechem/a meble są kanciaste/a ciało - delikatne/a ziemia - wszędzie płaska/a niebo - nieosiągalne/miłość jest słowem/mózg - metalową skrzynką/nakręcaną codziennie/srebrnym kluczem ułudy/ciekawości by wiedzieć/pragnienia aby znać/pożądania by błyszczeć/uporu aby istnieć/a litość jest wątłym kwiatem/delikatnym kwiatem/który czasem zakwita w snach.
Dobranoc.
niedziela, 15 stycznia 2012
I miss you.
I'm so lonely
And it feels like disease
Come and stay, stay beside me
Stay always forever don't go
Surround me with your love
Understand me I need you now
Surround me with your words
Understand me I need your love...
Without.
Zawsze mamy możliwość robienia tego, o czym marzymy.
A jeśli żadne pragnienie nie jest na tyle silne, żeby zawładnąć życiem?
Moja siostra odkąd pamiętam - chciała pracować z dziećmi. Zrealizowała swoje marzenie. Jest logopedą i pracuje w szkole podstawowej. Moja siostrzenica studiuje biotechnologię, marzyła o tym od czasów licealnych. Mój znajomy gra w zespole rockowym, muzyka jest jego pasją. Moja przyjaciółka prowadzi niewielką restaurację, zawsze pochłaniało ją gotowanie...
A ja? Czy można przeżyć życie zadzierając głowę i patrząc się w niebo i w gwiazdy? Czy można przeżyć życie zwijając się w kłębek w miękkim fotelu i zgarniając brunatne plastry książek? Czy można zamykać oczy i wystukiwać palcami rytm muzyki, która rozbrzmiewa w słuchawkach i przywodzi na myśl stukot rozświetlonych, szklanych koralików? Czy można?
Brakuje mi pasji. Takiej, która potrafi zawładnąć życiem. A przecież - nie mogę jej sobie wymyślić. Ona musi po prostu być. Wypływać - ze mnie.
Jeśli więc nie - jak się przeciwstawić codzienności?
sobota, 14 stycznia 2012
W ciemności.
Najciemniej jest tuż przed wschodem słońca.
sobota, 07 stycznia 2012
Pochłonięta.
Słońce. I niebo bardzo błękitne. A czy mi się zleniwiało przez Święta, czy odwykłam chwilowo od włóczęgi, ale - dobrze mi w domu. Gotuję, słucham, oglądam, czytam, uczę się, doglądam Młode. Chłonę ostatnie chwile z Goranem. Tak łatwo przyzwyczaić się do dotyku. Fizycznej obecności. Pocałunku. Odkrywania ciała, co zwłaszcza w początkowym okresie znajomości bywa takie podniecające. Trudno będzie - odwyknąć. Od dotyku. I od miłej świadomości, że ktoś próbował zaakceptować mnie taką - jaka jestem.
|